niedziela, 31 stycznia 2021

Wszystko o co walczyłam przez kilka ostatnich lat mojego życia wyślizguje mi się z rąk. Nie mogę powiedzieć, że nagle. Nie, nie. Jednak pod wpływem zbiegu okoliczności odważyłam się powiedzieć kilka słów więcej, niż zwykle. Czułam, że tego nie przeżyję psychicznie, a sekundę po ich wypuszczeniu poczułam spokój, by chwilę później upaść na zimną podłogę z niemocy. Skrajne skraje emocji tłumionych przez miesiące, a może i lata ścięły mnie z nóg tak bardzo dosłownie. 

W biegu codzienności wciąż mam chwile, kiedy łzy niespodziewanie napłyną do oczu a warga zadrży ze wzruszenia i to nie z powodu czytanej w tym momencie książki Hrabala, którego powolutku uczę się uwielbiać. Ułamki sekund dyktowane poczuciem straty, końca. Najbliższe dni napawają mnie niepokojem w ciągu dalszym, ale staram się zachować otwarty umysł. Zauważyłam dziwne zbiegi okoliczności od momentu, gdy znów w miarę regularnie zaczęłam płakać pod krzyżem, mimo swojego agnostycyzmu.


To tak w dużym skrócie. Poza tym znalazłam swoją zaginioną koszulkę, za którą regularnie tęskniłam. Umówiłam się na spotkanie z dawno nieodwiedzaną kuzynką, która towarzyszyła mi niemal całe moje dzieciństwo i u której odwiedziny zawsze były plastrem na serduszko. Czuję, że te nadchodzące również takim będą. Dzieje się dziwnie przykro-gorzko-słodka-mieszana magia. Jeszcze nie wiem dokąd mnie to zaprowadzi, ale wyciągam rękę, zamykam oczy i daję się ponieść tej zawrotności życia.


PS: wydaje mi się, że moje pisanie sprawia mi więcej radości, kiedy najmniej się nad nim zastanawiam. Myśli niech płyną naturalnie. To ma być moje wnętrze, a skoro jestem chaosem, niech i będą one chaotyczne w swym wydźwięku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz