piątek, 2 kwietnia 2021

Przez 10 dni siedzenia w domu nie zrobiłam kompletnie nic. Nie czuję się winna, ani trochę. Mieć wolne i jeszcze pracować? Ograniczyłam się tylko do niezbędnego porządkowania mieszkania. Cieszę się z tego czasu mimo wszystko. Przeczytałam dużo książek (jak na 10 dni - 5 i to nie takich po 200 stron, które da się łyknąć za jeden dzień). Nie pamiętam, czy kiedykolwiek poświęciłam czas wolny na takie właśnie nicnierobienie. Zawsze czułam dziwne poczucie winy, że czas przelatuje mi przez palce, a ja nie robię nic produktywnego, ale w końcu doszłam do wniosku, że kurde - przecież pracuję cały czas i jeszcze wiele, wiele, wiele lat pracy przede mną, więc czym jest to 10 dni, które mogę w końcu poświęcić na lenistwo?


Jutro w końcu wyjdę na dwór. Wyjadę na chwilę z miejsca zamieszkania. Zjem dobrą pizze i kawałek ciasta, wypiję dobrą kawę. Przytulę ukochanego człowieka. Mam też potrzebę ładnego ubrania się i pomalowania ust mimo, iż zaraz będę musiała nałożyć na twarz maseczkę.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz